Artykuły i komentarze

Dr Piotr Andrzejewski: Niemcy czeka scenariusz japoński

Próby rozruszania gospodarki kolejnymi subsydiami, czy to krajowymi czy to europejskimi nie spowodowały zmiany strukturalnej w niemieckiej gospodarce. W moim przekonaniu największym problemem jest to, że niemieckie produkty przestają być konkurencyjne. Można podawać finansową kroplówkę, ale bez unowocześnienia produktów nie uda się dźwignąć niemieckiej gospodarki ze ścieżki stagnacji ? powiedział dr Piotr Andrzejewski (Instytut Zachodni / ISP PAN) w rozmowie z Olgą Doleśniak -Harczuk i Antonim Opalińskim

 

Olga Doleśniak-Harczuk: Niemiecka gospodarka skurczyła się wiosną bardziej niż to początkowo zakładano. Według Federalnego Urzędu Statystycznego produkt krajowy brutto (PKB) spadł o 0,3 procent w porównaniu z poprzednim kwartałem ? pierwotnie odnotowano tylko minus na poziomie 0,1 proc. Jak realnie przekładają się te dane na życie ?zwykłych Niemców??

Dr Piotr Andrzejewski: Przeciętny Niemiec jest dziś realnie biedniejszy niż w 2019 roku. Pomimo nominalnych wzrostów płac, inflacja i stagnacja gospodarcza sprawiły, że siła nabywcza gospodarstw domowych spadła. To oznacza, że statystyczne niemieckie gospodarstwo za te same pieniądze można kupić mniej niż kilka lat temu. Jest to realne poczucie ?fiskalnego ścisku?. Ma to też bezpośrednie przełożenie na funkcjonowanie całej gospodarki i tworzy inne nawyki konsumenckie. Z obawy o przyszłość gospodarki i zatrudnienia Niemcy ograniczają wydatki ? więcej oszczędzają. Niemiecki konsument zaczyna coraz częściej oglądać każde euro. To swoją drogą może mieć także zaskakująco pozytywny wpływ na polską gospodarkę, ponieważ niejednokrotnie oczy niemieckiego konsumenta kierują się w stronę produktów z Polski, które są tańsze, ale o porównywalnej wartości. Większa skłonność do oszczędzania to jednocześnie mniejsza skłonność do inwestowania, co z kolei przekłada się na mniejszy wzrost gospodarczy. Do tej niepewności dokłada się coraz większy lęk przez zwolnieniami. Pierwszy raz od 2015 r. liczba osób bezrobotnych w Niemczech przekroczyła 3 mln. Wszystko to razem tworzy pesymistyczne nastroje społeczne i spadające oczekiwania wobec przyszłości, co wpływa na takie decyzje życiowe jak założenie rodziny, kupno mieszkania czy zmiana pracy.

Antoni Opaliński: Pesymistyczny nastrój dotarł również do flagowych marek niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Koncern Porsche zapowiedział masowe zwolnienia w swojej spółce-córce ? Cellforce, która miała produkować wysokowydajne baterie dla samochodów wyścigowych. Z 286 pracowników Cellforce pracę ma stracić 200. Według informacji tygodnika ?Der Spiegel? Cellforce nie wyszło poza etap pilotażowej produkcji, która była współfinansowana ze środków publicznych – 57 mln euro, w tym 70 procent z budżetu federalnego i 30 procent z kasy rządu Badenii-Wirtembergii). Teraz trzeba będzie te pieniądze najprawdopodobniej zwrócić. Czy decyzja Porsche to Pana zdaniem późny efekt likwidacji dopłat do zakupu elektryków z 2023 r., a może przyczyną były znaczne spadki sprzedaży Porsche w Chinach? I ostatnia kwestia: Czy można przyjąć, że ta nagła zmiana strategii Porsche jest symptomatyczna dla niemieckiej branży motoryzacyjnej, która najzwyczajniej nie wytrzymuje konkurencji z Chinami?

PA: W tym konkretnym przypadku największym problemem były zmieniające się założenia projektowe dla baterii. Jeśli nie wiadomo, do którego portu się płynie to statek zawsze się zagubi na morzu. Tak było w tym przypadku. Ponadto w perspektywie całej firmy z przychodami rzędu 38 mld euro nawet kilkadziesiąt milionów wydanych na nieudany projekt badawczy to niewielka kwota. Tak zresztą tę kwestię traktuje firma w swoich oficjalnych komunikatach nazywając Cellforce ?małym projektem?. Za problemy Cellforce odpowiadają w zdecydowanej większości błędy zarządcze. Nie wiązałbym problemów inwestycyjnych Porsche akurat z pamiętnym orzeczeniem Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z końca 2023 r. które ucięło z dnia na dzień dopłaty do samochodów elektrycznych. Porsche dopiero wtedy kupiło Cellforce. Natomiast błędy w prowadzeniu projektu nie powinny zacierać także szerszej perspektywy, w której istotnie niemiecka motoryzacja zaczyna przegrywać konkurencję nie tylko z Chinami, ale także z firmami japońskimi czy amerykańskimi tracąc udziały w rynku i przychodu. Porsche próbuje się ratować dywersyfikacją produkcji. Świetnym przykładem jest spółka zależna V4Smart, która produkując akumulatory i baterie nowej generacji ogłosiła wyjście poza sektor motoryzacyjny. Co z mojej perspektywy jest najbardziej istotne to fakt, że problemy z konkurencyjnością niemieckiej motoryzacji zaczynają dotykać także sektora i marek premium, które dotychczas przez kolejne kryzysy przechodziły suchą stopą.

ODH: Koalicja rządowa CDU-CSU/SPD zapowiedziała ?jesień reform?, ale jak na razie dyskusję zdominował wiszący w powietrzu konflikt dwóch wizji ? tej chadeckiej, zakładającej cięcia w obrębie ?państwa socjalnego? – hasło: Bürgergeld – i tej socjaldemokratycznej reprezentowanej przez Larsa Klingbeila, która domaga się podwyższenia podatków dla najlepiej zarabiających. Chadecy są przeciwni podwyższeniu podatków wskazując na zapisy umowy koalicyjnej, która tego nie przewidywała. Jak Pan sobie wyobraża kompromis na tym polu? Czy przy tak skrajnie różnym podejściu do finansów państwa można w ogóle osiągnąć jakieś porozumienie?

PA: Trudno z wyprzedzeniem powiedzieć jaki konsensus zostanie osiągnięty, jednak można wyczytać z wypowiedzi zarówno kanclerza Merza jak i ministra finansów Klingbeila pierwsze pola ustępstw. Merz mówi, że nie podniesie podatków średnim przedsiębiorstwom. Użył sformułowania Mittelstand, który oznacza grupę stabilnych, często rodzinnych małych i średnich przedsiębiorstw, które są podstawą niemieckiej gospodarki, generując znaczną część jej PKB i charakteryzując się długoterminowym podejściem do biznesu. Otwierałoby to możliwość opodatkowania większych graczy, najbogatszych globalnych korporacji. Trudno mi sobie wyobrazić jednak realizację takiego scenariusza ze względu na silny lobbying i powiązania tych firm ze światem polityki. Być może zarówno Merz jak i Klingbeil liczą wreszcie na pojawienie się wzrostu gospodarczego, który przyniósłby nowe dochody podatkowe. Patrząc politycznie osiągnięcie kompromisu będzie bardzo trudne z tego względu, że obie centrowe partie ? CDU i SPD są szachowane przez inne ugrupowania skrajne. CDU przez AFD, a SPD przez Die Linke. Oznacza to stopniowe rozchodzenie się ideowe partii tworzących koalicję rządzącą. Jest to prosta droga do powtórzenia się scenariusza paraliżu decyzyjnego i dryfu polityki gospodarczej jaki znaliśmy z koalicji świateł drogowych (Ampelkoalition) i napięć na linii Habeck (Zieloni)-Lindner (FDP). Obaj politycy ponieśli duży koszt polityczny przez ten konflikt. FDP nie weszła do Bundestagu, a Habeck niedawno zrezygnował z polityki stając się kozłem ofiarnym. Może mając przed oczami powtórkę takiego scenariusza Merz i Klingbeil znajdą kompromisowe rozwiązanie.

AO: Pozostając w temacie podatków ? 12 września Bundestag podejmie decyzję w sprawie wniosku grupy parlamentarnej Die Linke ws. ?zniesienia podatku VAT na podstawowe produkty spożywcze, higieniczne oraz bilety kolejowe i w transporcie miejskim?. Poza tym Die Linke chce powołania organu nadzoru cenowego, „który monitorowałby rozwój cen producentów i żywności dla konsumentów końcowych w całym łańcuchu żywnościowym oraz kontrolowałby przenoszenie obniżki podatku VAT na konsumentów końcowych”. Jak Pan szacuje szanse powodzenia tych postulatów?

PA: Uważam, że w obecnej sytuacji budżetowej w Niemczech nie ma przestrzeni na obniżanie podatków i zapewne takim argumentem posłuży się Merz topiąc tę inicjatywę w Bundestagu. Swoją drogą to zagranie Die Linke to próba zachodzenia SPD od lewej strony i wyzwanie dla socjaldemokratów. Kolejny przykład na zmianę systemu partyjnego w Niemczech, który przestał koncentrować się w centrum, a zaczął charakteryzować się coraz silniejszymi skrzydłami.

ODH: Zarówno w budżecie na 2025 r., jak i na 2026 r., Niemcy zaplanowali znaczny wzrost wydatków na obronę. Jak wzrost zamówień w niemieckich koncernach zbrojeniowych przyczyni się do ożywienia niemieckiej gospodarki? W lutym 2025 r. IfW w Kiel podejmując ten temat sporządził analizę w szerokiej perspektywie europejskiej, z której trudno wywnioskować efekty tych działań dla niemieckiej gospodarki, a opublikowana w czerwcu 2025 r. analiza T. Krebsa i P. Kaczmarczyka z kolei dość powściągliwie traktuje rzekomy boom dla niemieckiej gospodarki związany z zamówieniami zbrojeniowymi. Jak Pan to widzi?

PA: W Niemczech zarówno w kręgach politycznych jak i gospodarczych jest obecnie nadzieja na to, że inwestycje w sektor zbrojeniowy będą stanowić zaczyn wzrostu gospodarczego. Dobrym przykładem, odnoszącym się do początku tego wywiadu i kondycji przemysłu samochodowego niech będzie fakt, że trzy linie produkcyjne, które planuje zamknąć Volkswagen mogą zostać przejęte właśnie przez firmy zbrojeniowe. Pozwoliłoby to zachować chociaż część miejsc pracy. Niemniej tego optymizmu nie podzielają ekonomiści. Wspomniany raport Krebsa i Kaczmarczyka wskazuje, że nadzieje na wzrost gospodarczy przez wydatki militarne opierają się na danych z USA, które nie przystają do niemieckich warunków. Przykładowo w USA, każdy dolar inwestowany w ?zbrojeniówkę? może przynieść od 0,5 do 1,5 dolara zysku. W Niemczech ten współczynnik jest na maksymalnym poziomie 0.5 co oznacza, że każde euro wydane na zbrojenia generuje maksymalne 50 centów zysku. Dla porównania inwestycje w infrastrukturę dają aż dwa euro zysku. Skąd wynika ta różnica? Przede wszystkim z wysokiego udziału importu w zakupach zbrojeniowych. Drugim problemem jest słabsza w porównaniu z USA baza badawcza, co ogranicza transfer technologii do gospodarki cywilnej. To z resztą nie jest jedyny raport, który wskazuje na ograniczenia tej strategii inwestycyjnej. W swojej opinii Niemiecki Instytutu Gospodarczy (DIW) z Berlina podkreślił podobnie jak wspomnieni wyżej autorzy, że niemiecki sektor zbrojeniowy pracuje obecnie ?na maksa? tzn. nie ma dalszych zdolności produkcyjnych. Szybkie wydanie znaczących kwot, a mowa tu o 400 mld euro, w tej sytuacji doprowadzi do inflacji i wzrostu cen produktów wojskowych. Bez zwiększenia mocy produkcyjnych pieniądze te zostaną w znacznej części ?przejedzone?.

AO: Lewicowe media i Zieloni oskarżają federalną minister gospodarki, Katherinę Reiche (CDU) o sprzyjanie ?lobby paliw kopalnych? i zamiar spowolnienia transformacji klimatycznej. Tymczasem ceny energii to jeden z głównych problemów niemieckiej gospodarki. Jaki jest pomysł pani minister na obniżenie cen energii? A patrząc z szerszej perspektywy ? czy chadecja ostatecznie odchodzi od ?klimatycznego? dziedzictwa Angeli Merkel?

PA: To jest bardzo ciekawa kwestia. Proszę zauważyć, że w Niemczech kwestie cen energii koncentrują się na obniżaniu ich dla firm. W Polsce dyskusja z kolei dotyczy ochrony gospodarstw domowych, a nie przedsiębiorców. W przypadku minister Reiche rozwiązaniem ad hoc ma być po prostu transfer pieniężny. Celem koalicji rządzącej w Niemczech jest jak najszybsza obniżka cen energii, co głównie ma nastąpić w wyniku obniżenia podatku od energii elektrycznej do europejskiego minimum oraz zmniejszeniu opłat za sieć przesyłową o połowę. Co ciekawe propozycje te skrytykowało Stowarzyszenie Przedsiębiorstw Komunalnych (VKU), z którym Reiche była wcześniej związana. Jak słusznie argumentuje VKU geograficznie ulga wynikająca ze zmniejszonych opłat przesyłowych będzie nierównomiernie rozłożona i przez to niesprawiedliwa. W ocenie VKU prostszym i lepszym rozwiązaniem byłoby bezpośrednie dotowanie dopłat do cen energii elektrycznej, co według szacunków miałoby kosztować 7 mld euro, czyli mniej niż w przypadku rozwiązań proponowanych przez CDU/CSU i SPD, a szacowanych na 11 mld euro. Obecnie jednak na stole leży konkretna propozycja, która ma poszerzyć liczbę niemieckich firm objętych pomocą z 350 do 2200 przedsiębiorstw, głównie z sektorów energochłonnych i handlowych (np. chemia, szkło, tworzywa sztuczne). Co więcej w dialogu z Komisją Europejską Reiche używa argumentu, że nie jest niedozwolona pomoc publiczna tylko sposób na ratowanie europejskiej konkurencyjności. W planie Reiche dopłaty mogą pokrywać do 50% kosztów energii elektrycznej przez okres trzech lat co ma kosztować 4 miliardy euro. Co do dziedzictwa to obecnie Reiche jest oskarżana przez partię Zielonych o to, że niszczy dziedzictwo Roberta Habecka i że przywraca gaz do miksu energetycznego Niemiec tworząc ?skansen paliw kopalnych?. Trzeba jednak powiedzieć, że Reiche od początku urzędowania zapowiadała korektę polityki energetycznej. Cel niby pozostaje niezmieniony i ten sam, ale droga dojścia do tego celu będzie znacznie dłuższa i ma mniej kosztować.

ODH: Minister gospodarki mówi o tym, że Niemcy muszą dłużej pracować, szefem departamentu zajmującego się polityką gospodarczą zostaje ? o czym pisał Pan w komentarzu dla IZ ? Benjamin Weigert, zwolennik ograniczenia ingerencji rządu w gospodarkę. Czy Niemcy czeka jakaś forma zwrotu w stronę liberalizmu ekonomicznego, czy to tylko retoryka by odróżniać się od koalicjantów z SPD?

PA: Retoryka ta ma także – a może przede wszystkim – zjednać sobie elektorat FDP, o który walczy także skrajna prawica ? AfD. Zamiast mówić o liberalizmie bardziej bym zwrócił uwagę w stronę ordoliberalizmu. Sama Reiche odwołuje się do dziedzictwa Ludwiga Erharda, a zwłaszcza Alfreda Müllera-Armacka, pierwszego szefa Departamentu Polityki Gospodarczej z 1952 r. W optyce pani minister Weigert miałby stać się centralną postacią w resorcie oraz w całym rządzie, jako koordynator polityki gospodarczej. Odnoszę wrażenie, że Weigert został powołany na swoje stanowisko nie tylko po to by ograniczać nadmierną regulację państwa w gospodarce, ale żeby te działania lepiej komunikować opinii publicznej. Sama Reiche w ogóle w swoich nominacjach stawia na sprawdzonych i doświadczonych urzędników i specjalistów. W jej resorcie nie ma nominacji z klucza politycznego ani tym bardziej z klucza ?aktywistycznego? o co oskarżano wcześniej Roberta Habecka.
Co do dłuższego pracowania ? chodzi o dowartościowanie pracy by mitygować problemy ze znalezieniem wysoko wykwalifikowanej siły roboczej. Rząd chce wprowadzić zachęty podatkowe dla osób później przechodzących na emeryturę oraz pracujących na nadgodzinach.

AO: W Polsce sporą popularność zdobyła przetłumaczona niedawno z angielskiego książka Wolfganga Münchaua ?Kaputt. Koniec niemieckiego cudu gospodarczego?. Münchau, ekonomista związany przez lata z ?Finacial Times? i z anglosaskim spojrzeniem na ekonomię, uważa, że obecny stan niemieckiej gospodarki to coś więcej niż kryzys ? to koniec modelu ?mocarstwa eksportowego? opartego o wspierane przez państwo tradycyjne gałęzie przemysłu. Twierdzi, że Niemcy przegapiły rewolucję technologiczną i nie mają szans w wyścigu o dominację w nowych branżach związanych m.in. z rozwojem AI. Twierdzi też, że system bankowo-finansowy Republiki Federalnej, ściśle związany ze sferą polityczną i nastawiony na wspieranie wielkich koncernów, nie potrafi inwestować w start-upy i nie sprzyja promowaniu innowacji technologicznych. Opisując pespektywy niemieckiej gospodarki autor rysuje obraz przeregulowanego a czasem wręcz skorumpowanego organizmu żyjącego w cieniu ?dawnych dobrych czasów? i niezdolnego do reformy. Czy ta surowa ocena jest Pana zdaniem słuszna?

PA: Pod wieloma względami zgadzam się z Münchauem, z którym miałem okazję poznać się osobiście prowadząc spotkanie autorskie przy okazji polskiego wydania Kaput w Instytucie Zachodnim w Poznaniu. To co Münchau napisał w swojej książce nie jest niczym nowym. Wystarczy prześledzić choćby część przygotowywanych przeze mnie co miesiąc Monitorów Gospodarczych IZ, by zobaczyć, że problemy z modelem gospodarczym Niemiec były dostrzegane od dawna nie tylko przez szereg ekonomistów niemieckich, ale także przez OECD czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Sam zresztą mówiłem o tym od lat starając się odczarować wizerunek niemieckiej gospodarki. Co ważniejsze jednak problemy te były widoczne także dla niemieckich polityków. Jeszcze za rządów Angeli Merkel zaczęły powstawać pierwsze dokumenty strategiczne takie jak Strategia Przemysłowa 2030 itd. Już wtedy było jasne, że istnieje zagrożenie utraty konkurencyjności w kolejnych segmentach gospodarki (zwłaszcza przemyśle samochodowym i chemicznym), a w niektórych już 6 lat temu ta utrata miała charakter trwały (elektronika). Jak widać teraz z perspektywy czasu próby rozruszania gospodarki kolejnymi subsydiami, czy to krajowymi czy to europejskimi nie spowodowały zmiany strukturalnej w niemieckiej gospodarce. W moim przekonaniu największym problemem jest to, że niemieckie produkty przestają być konkurencyjne. Można podawać finansową kroplówkę, ale bez unowocześnienia produktów nie uda się dźwignąć niemieckiej gospodarki ze ścieżki stagnacji. W moim przekonaniu Niemcy czeka scenariusz japoński. Kraj Kwitnącej Wiśni doświadczył tzw. ?trzech straconych dekad? w gospodarce. Pod względem parytetu siły nabywczej lepiej niż w Japonii żyje się w Czechach czy od niedawna także w Polsce. Także w przypadku Niemiec nie będzie to spektakularny upadek tylko powolne staczanie się w dół. Nie można zapominać, że Niemcy to ciągle trzecia gospodarka świata i państwo, które potrafi zmobilizować znaczące zasoby finansowe dla swojego rozwoju. To także państwo silne swoim Mittelstandem, ukrytymi czempionami, średnimi firmami mającymi monopole lub oligopole na bardzo wyspecjalizowane produkty i usługi. To państwo jest na tyle zasobne, że mogło sobie pozwolić na popełnianie błędów. Tylko, że po dwóch dekadach popełniania tych błędów limit zaczyna się powoli wyczerpywać.

Dziękujemy za rozmowę!

02.09.2025 r.

 

Granica i migracje w relacjach polsko-niemieckich

Piotr Madajczyk

Polityka rządu kanclerza Friedricha Merza jest z polskiej perspektywy niewątpliwie korzystniejsza niż jego poprzednika w odniesieniu do rosyjskiej agresji na Ukrainę i pomocy Ukrainie, oraz szerzej wobec rosyjskiego zagrożenia i potrzeby wzmocnienia europejskiej obronności. Dostrzega on także konieczność rozbudowy infrastruktury między Polską i Niemcami, a ze względu na znaczenie Niemiec dla polskiej gospodarki i handlu istotne są jego działania na rzecz pobudzenia koniunktury w RFN. Nie budzi także wątpliwości, że rząd ten dokonuje zasadniczej zmiany w polityce migracyjnej ukształtowanej przez kanclerz Angelę Merkel po 2015 r.
Jednak sytuacja widoczna w stosunkach polsko-niemieckich po wprowadzeniu przez Berlin kontroli na granicy z Polską (chociaż nie tylko tej) pokazuje, że w obydwu państwach podejmowane w związku z tym decyzje motywowane były przede wszystkim polityką wewnętrzną.

 

Nie zaskakuje to specjalnie, bo przeważnie polityka wewnętrzna jest dla rządzących ważniejsza niż zagraniczna, ale w tym konkretnym układzie tworzy szczególnie silne napięcia. Przyczyna w Niemczech jest oczywista, stanowiło ją regularnie rosnące od 2015 r. poparcie dla Alternatywy dla Niemiec (AfD), które trwało nadal w okresie kampanii wyborczej do Bundestagu w 2025 r. W 2013 r. partii tej nie udało się jeszcze przekroczyć w wyborach progu 5% poparcia, w 2017 r. nie miała już z tym problemu osiągając 12.6%. W 2021 r. lekko straciła schodząc na 10.4%, aby w 2025 r. prawie podwoić wynik i przekroczyć kolejną granicę ? 20%. W kolejnych miesiącach osłabła wprawdzie w relacji do najsilniejszej CDU/CSU, ale utrzymuje się stabilnie ponad 20 procentami, w lipcu było to 23-24%, czyli o ponad 2% więcej niż w lutowych wyborach parlamentarnych (https://dawum.de/Bundestag/). Jeszcze silniejszy wpływ ma AfD w landach wschodnich, w Brandenburgii, Saksonii, Saksonii-Anhalt i Turyngii zdobywając ponad 30% głosów w sondażach (https://www.wahl-recht.de/umfragen/landtage/).

 

Zrozumiałe stąd, że nowy rząd musiał podjąć szybkie decyzje, które wpłynąć miały na nastroje w Niemczech. Tu szczególnie ważne jest ograniczenie migracji, a przede wszystkim zahamowanie nielegalnej migracji, którą podczas kampanii wyborczej chadecja wielokrotnie obiecywała: zatrzymanie na granicy migrantów, którzy zgodnie z prawem unijnym powinni starać się o azyl w innych krajach UE, ograniczenie łączenia rodzin w odniesieniu do migrantów objętych ochroną uzupełniającą (?subsidiär Schutzberechtigte?), ograniczenie świadczeń pieniężnych na rzecz rzeczowych, szersze stosowanie aresztu wobec zobowiązanych do opuszczenia Niemiec przestępców i osób zagrażających bezpieczeństwu (?Straftäter und Gefährder?), ograniczenie świadczeń dla migrantów nowo przybywających z Ukrainy, szybsza integracja migrantów w rynek pracy, oraz szybsze deportacje osób, którym nie przyznano azylu.

 

Wprowadzenie tych deklaracji w życie okazało się trudne w obydwu kluczowych dla migracji obszarach ? push i pull. Po pierwsze, Niemcy nie mają wpływu na czynniki push, czyli skłaniające do migracji. Mogą jedynie starać się docierać z informacją o zmianie swojej polityki, co nie jest rzeczą łatwą i szybką. Po drugie, stworzyli przez lata system czynników pull, które uczyniły Niemcy atrakcyjnym celem migracji w system świadczeń socjalnych, oraz w dużym stopniu chronią nie uznanych azylantów przed deportacją. Ponadto tworzone od lat sieci migracyjne są oparciem dla nowych migrantów. Zmiana tych czynników została w Berlinie rozpoczęta, w 2025 r. gwałtownie wzrosła liczba odrzuconych wniosków azylowych (https://de.statista.com/statistik/da?ten/studie/197867/umfrage/abgelehnte-asylantraege-in-deutschland/) ale wymaga to czasu szczególnie, ponieważ przechył mediów i dużej części środowisk sędziowskich (tu wymieniany jest szczególnie Berlin) w lewą stronę sceny politycznej tworzy dodatkowy system ochrony.

Nietrudno było przewidzieć, że wprowadzenie kontroli na granicach, zanim uda się zmienić czynniki pull i zanim informacja o tej zmianie dotrze do potencjalnych migrantów, musi wywołać konflikty. Nieuwzględnienie przez kanclerza Merza wpływu jego decyzji na wybory prezydenckie w Polsce, o czym pisał także Onet (https://www.onet.pl/informacje/deutsche-welle/niemiecka-prasa-tusk-pokazal-merzowi-granice/81wejr8,0666d3f1) pokazało, że kluczowa była dla niego sytuacja na niemieckiej scenie politycznej. Trudno przyjąć, że nie wiedział, jakie mogą być tego konsekwencje i nie wkalkulował tego w koszta.

Także po polskiej stronie granicy dominuje polityka wewnętrzna, przy czym trudno odpowiedzieć na ile w działaniach poszczególnych partii opozycyjnych mamy do czynienia z realnym postrzeganiem zagrożeń, a na ile z wykalkulowaną grą polityczną. Abstrahując od wyborów prezydenckich, Prawu i Sprawiedliwości chodzi raczej o bardziej długofalowe działanie osłabiające rządzącą koalicję, o powtórzenie wykorzystania w 2015 r. sporu o relokację migrantów w UE. Wówczas problem ten i związane z nim emocje społeczne zostały przez PiS bezbłędnie zdiagnozowane i wykorzystane, a reakcje polskiego rządu przed 2015 nie zapobiegła wzrostowi fali obaw przed masowym napływem migrantów.

Oznacza to, że kontrole i realne wydarzenia na granicy polsko-niemieckiej mają ograniczone znaczenie, a zarazem są ważne są w polskiej polityce wewnętrznej. Niemcy będą w niej wykorzystywane, niezależnie od tego, czy w konkretnych przypadkach ich interesy będą z polskimi zgodne czy rozbieżne. Nie wiadomo natomiast, czy partie opozycyjne w wyniku tych procesów zostaną wzmocnione, a jeżeli tak, to która z nich: Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja, czy rosnąca ostatnio w sondażach Konfederacja Korony Polskiej.

Kontrowersyjne pozostają relacje Merz ? Tusk. Z jednej strony wskazuje się na ich wspólną przynależność do jednej europejskiej politycznej formacji, zbieżność wielu celów oraz znacznie lepsze porozumienie niż na linii Tusk ? Scholz. Z drugiej strony pojawiają się sugestie, że negatywne znaczenie ma bliska współpraca w latach wcześniejszych premiera Tuska z byłą kanclerz Merkel. Jak wiadomo, Merkel doprowadziła przed laty do czasowego odejścia Merza z polityki, a obecnie, łamiąc obowiązujące w RFN zasady życia politycznego, krytycznie wypowiada się o polityce jego rządu i broni swojej polityki migracyjnej. Stąd za prawdziwe albo po części prawdziwe uznać można publikacje prasowe opisujące negatywne relacje obydwu tych polityków, traktowanie z góry polskiego premiera podczas wizyty w Kijowie (co widoczne było zresztą na relacjach filmowych z wizyty, z których odnieść można było wrażenie, że premier Tusk lepiej niż z Merzem rozumie się z premierem brytyjski Keirem Starmerem).

12.07.2025

xxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxx

Kontrowersje wokół ?Manifestu? pacyfistycznego skrzydła SPD

 

 

 

Opublikowany na dwa tygodnie przed berlińskim zjazdem socjaldemokratów ?Manifest? polityków skupionych wokół byłego szefa klubu parlamentarnego SPD w Bundestagu Rolfa Muetzenicha wywołał niemałą burzę w politycznym Berlinie. Sygnatariusze dokumentu sprzeciwiają się rozmieszczeniu na terenie Niemiec nowych rakiet średniego zasięgu oraz zwiększeniu wydatków na zbrojenia postulując jednocześnie ?stopniowy powrót do odprężenia i współpracy z Rosją?. Krytycy ?Manifestu? podkreślają sprzeczność zawartych w nim postulatów z linią przyjętą przez koalicję rządową CDU/CSU ? SPD i zarzucają autorom tekstu oderwanie od realiów politycznych.

Inicjatorzy dokumentu wezwali w nim rząd Niemiec do wznowienia dialogu z Federacją Rosyjską, ale apel zawarty w ?Manifeście? można odczytać jako upomnienie dla wszystkich państw europejskich zaangażowanych w militarne wsparcie Ukrainy i prowadzących zdecydowaną politykę względem Moskwy.

 

W dokumencie odwołującym się do tradycji niemieckiej Ostpolitik zarzuca się Niemcom i rządom innych państw europejskich postawienie na ?strategię militarnej konfrontacji? polegającej m.in. na wielomiliardowych inwestycjach w zbrojenia i podnoszeniu zdolności obronnych. Zarzut ten jest formułowany w odniesieniu do odwrotu (głównie w przypadku Niemiec) od architektury bezpieczeństwa bazującej na partnerstwie z Rosją do nowego jej typu zakładającego budowanie bezpieczeństwa w opozycji do Federacji Rosyjskiej. Co ciekawe, autorzy dokumentu ani nie atakują wprost programu ?Zeitenwende? ani nie wyjaśniają jakie wydarzenia zmusiły Niemcy do przeorientowania swojej polityki wschodniej.

 

Wymowa dokumentu sprowadza się do konkluzji, że Europa zamiast inwestować w zbrojenia powinna postawić na rozbrojenie i kontrolę zbrojeń by zwiększyć tym samy szansę na osiągnięcie ?wspólnego bezpieczeństwo i obopólnej zdolności do osiągnięcia pokoju?. Przy czym konkluzja ta pojawia się w nawiązaniu do okresu schyłku zimnej wojny i podpisaniu przez prezydenta USA Ronalda Reagana i przywódcy ZSRR Michaiła Gorbaczowa Traktatu o Siłach Jądrowych Średniego Zasięgu (INF) w grudniu 1987 r.

 

W tekście nie ma żadnej wzmianki na temat wielokrotnego łamania przez Rosję umów międzynarodowych po 1989 r., do aneksji Krymu czy rosyjskiej agresji na Gruzję. ?Manifest? nie uwzględnia również istnienia wojny hybrydowej prowadzonej przez Kreml względem Niemiec i Europy, ignorując tym samym najnowsze ustalenia w sprawie opisane w Raporcie Bezpieczeństwa Urzędu Ochrony Konstytucji za rok 2024 r. oraz wcześniejsze raporty niemieckiego kontrwywiadu powstałe na poziomie landów, m.in. raport bawarski, który w sposób szczególny skupiał się na mechanizmie działania inspirowanej z Rosji kampanii dezinformacyjnej ?Doppelgaenger? polegającej na imitowaniu renomowanych mediów w celu wprowadzenia w błąd opinii publicznej i manipulowania nastrojami w zachodnich społeczeństwach.

 

Autorzy ?Manifestu? nie odnieśli się również do licznych aktów sabotażu i szpiegostwa ze strony Rosji, z których część została ujawniona przez niemieckie służby i była przedmiotem dyskusji podczas jawnego posiedzenia Komisji Kontrolnej Bundestagu z udziałem szefów BND, kontrwywiadu i kontrwywiadu wojskowego

 

W dokumencie pojawiła się natomiast znana do tej pory głównie z wystąpień polityków Alternatywy dla Niemiec, Linke i Partii Sahry Wagenknecht narracja uderzająca w sens podnoszenia budżetu na zbrojenia do 3,5 lub 5 proc. PKB. Zdaniem autorów ?Manifestu? już samo procentowe ustalanie wydatków na obronę w odniesieniu do PKB jest ?nieracjonalne? a zamiast przeznaczać kolejne środki na zbrojenia powinno się je inwestować w ?zwalczanie ubóstwa i ochronę klimatu?

 

Autorzy ?Manifestu? już na wstępie przyznają, że to ?Rosja prowadzi wojnę przeciw Ukrainie?, co nie przeszkadza im postulować wznowienia dialogu z Moskwą i zaniechania szerokich planów zbrojeniowych w Niemczech i Europie, które nie są postrzegane jako element odstraszania, ale jako katalizator dalszej eskalacji konfliktu. Dokument jest utrzymany w duchu appeasementu i wpisuje się we wcześniejsze inicjatywy środowisk pacyfistycznych w Niemczech (chociażby ?Manifest dla Pokoju? Sahry Wagenknecht i Alice Schwarzer z lutego 2023 r.), które odzwierciedlają również po części stosunek społeczeństwa niemieckiego do wojny w Ukrainie i pewnego rodzaju ?zmęczenie wojną?. Jak wynika np. z badań przeprowadzonych przez ośrodek Ipsos w styczniu 2025 r. blisko połowa ankietowanych Niemców podała, że jest przeciwna dalszym dostawom broni Ukrainie.

 

Sprzeciw autorów i zwolenników ?Manifestu? wobec rozmieszczenia w Niemczech nowych amerykańskich rakiet średniego zasięgu również stanowi kontrowersyjną kwestię. Według badania przeprowadzonego w sierpniu ub. roku przed instytut Civey dla grupy mediowej Funke 50 proc. respondentów twierdząco odpowiedziało na pytanie czy stacjonowanie amerykańskich rakiet może doprowadzić do dalszej eskalacji wojny w Ukrainie. Spór o amerykańskie rakiety już wtedy dzielił SPD i stanowił przedmiot dyskusji między skrzydłem Rolfa Muetzenicha a Larsa Klingbeila. W ?Manifeście? stronnictwo pacyfistyczne już wprost ostrzega przed tym, że za sprawą rakiet Niemcy stałyby się ?pierwszym celem ataku?.

 

O istnieniu ?Manifestu? jako pierwszy poinformował 10 czerwca b.r. tygodnik ?Stern? zaś tekst w pełnym brzmieniu opublikowano na stronie działającego od 2019 r. pacyfistycznego Kręgu Erharda Epplera (niem. Erhard Eppler Kreis), którego przewodniczącymi od 2025 r. są Ralf Stegner i Gernot Erler. Wcześniej funkcję tę jednoosobowo pełnił Ernst Ulrich von Weizsaecker.

 

Ralf Stegner jeszcze przed pełnoskalową napaścią Rosji na Ukrainę, w styczniu 2022 r. zarzucał niemieckim mediom ?werbalne wymachiwanie szabelką? mając na myśli styl informowania opinii publicznej o postępującej koncentracji rosyjskiego wojska na granicy z Ukrainą. W miarę trwania wojny Stegner sprzeciwiał się niemieckim dostawom broni na Ukrainę i podnoszeniu wydatków na zbrojenia.

 

Gernot Erler był w latach 2005-2009 pełnomocnikiem ds. kontaktów z Rosją w rządzie Angeli Merkel. W maju 2013 r. na łamach tygodnika ?Die Zeit? krytykował zbyt ostre jego zdaniem podejście Zachodu do Rosji i apelował o większą wyrozumiałość dla jej władz.

 

Ernst Ulrich von Weizsaecker w czerwcu 2024 r. podpisał się pod apelem socjaldemokratów z Badenii-Wirtembergii o ?zmianę strategii względem Rosji? wskazując, że dotychczasowe starania Zachodu by zmusić Moskwę do negocjacji siłą zawiodły i należałoby, wobec tego obniżyć kryteria negocjowania pokoju poprzez rezygnację z postulatu wycofania się Rosji z okupowanych, ukraińskich terenów przed przystąpieniem do rozmów.

 

Założyciel pacyfistycznego kręgu SPD a w latach 1969-1974 minister w gabinetach Kiesingera, Brandta i Schmidta, Erhard Eppler (1926-2019) zaliczał się do prominentnych przedstawicieli i ideologów lewicowego skrzydła SPD. W marcu 2014 r. w gościnnym felietonie na łamach ?Sueddeutsche Zeitung? Eppler skrytykował kurs obrany przez Zachód wobec Federacji Rosyjskiej a przyjęcie Polski i Czech do NATO nazwał ?złamaniem obietnicy danej Rosji po zakończeniu zimnej wojny?. Eppler przestrzegał ponadto przed ?demonizowaniem Władimira Putina? i tłumaczył mechanizm stojący za działaniami Rosji jako (niejako naturalną) reakcję na prozachodnie aspiracje Kijowa.

 

Znajomość specyfiki środowiska, które opublikowało ?Manifest? z 10 czerwca pozwala lepiej zrozumieć pobudki, ale i interesy tej części SPD. Pod dokumentem podpisało się ponad 150 osób związanych bądź sympatyzujących z pacyfistycznym odłamem niemieckiej socjaldemokracji a od 11 czerwca ?Manifest? jest również dostępny na stronie z petycjami gdzie każdy może go poprzeć swoim podpisem.
Nieprzypadkowy jest termin opublikowania ?Manifestu? ? na niemal dwa tygodnie przed szczytem NATO w Hadze (24-25.06.) i przed zjazdem SPD w Berlinie (27-29.06.). Jak wynika z komentarzy inicjatorów dokumentu, jego postulaty mają stanowić impuls do rozliczenia się SPD ze słabego wyniku w wyborach do Bundestagu, który według m.in. Ralfa Stegnera było pokłosiem rezygnacji SPD z tematu migracji i zbrojeń w kampanii wyborczej, co oddało pole AfD i Lewicy. Zwolennicy ?Manifestu? liczą zatem na debatę podczas zjazdu i przeorientowanie polityki SPD. Biorac pod uwagę zaangażowanie Larsa Klingbeila w prace nowego rządu i jak do tej pory ? spójny kurs w kwestii Rosji wypracowany przez koalicjantów rządu Friedricha Merza, trudno sobie teraz wyobrazić zmiękczenie stanowiska władz SPD.

Żywiołowa debata na temat ?Manifestu? zbiegł się z wizytą ministra obrony, Borisa Pistoriusa (SPD) w Kijowie, który w ukraińskiej stolicy potępił ostatnie, zmasowane rosyjskie naloty i zapewnił Kijów o dalszej pomocy militarnej. Po powrocie z Ukrainy Pistorius odciął się od ?Manifestu? podczas dyskusji w programie politycznym Maybritt Illner (ZDF) nazywając jego postulaty ?osobliwymi?.

 

Zdanie zabrał też Roderich Kiesewetter (CDU) były wojskowy i jeden z największych orędowników militarnego wspierania Ukrainy. Kiesewetter nie ograniczył się jednak jedynie do krytyki ?Manifestu?, ale podkreślił potrzebę wewnętrznych partyjnych rozliczeń z polityki względem Rosji i to zarówno w odniesieniu do SPD jak i jego własnej partii, w której do dziś nie brakuje głosów wzywających do większej elastyczności w kontaktach z Rosją (vide ? Michael Kretschmer, premier Saksonii mówiący o wskrzeszeniu Nord Streamu 2).
Niezależnie od tego w jaki sposób potoczą się losy ?Manifestu? i czy zdoła on zdominować debatę podczas planowanego zjazdu SPD w Berlinie już teraz dokument wzbudza silne emocje, również wśród tych socjaldemokratów, którzy jeszcze za czasów swojej aktywności na szczeblu rządowym uchodzili raczej za zwolenników specjalnych, partnerskich relacji niemiecko-rosyjskich.

I tak na przykład były szef SPD i były wicekanclerz Niemiec, Sigmar Gabriel w wywiadzie dla ZDF odciął się od idei ?Manifestu? uznając jego ogłoszenie za ?nielojalne działanie wymierzone w przewodniczącego SPD, Larska Klingbeila i jego kontynuację polityki Olafa Scholza na odcinku pomocy Ukrainie i zwiększaniu wydatków na obronę?.

Idee pacyfistycznego skrzydła SPD spotkały się w większości mediów i kręgów politycznych z chłodnym przyjęciem. Autorom zarzucano oderwanie od rzeczywistości, zbyt nostalgiczne spojrzenie na Ostpolitik i chęć uderzenia w aktualna linię SPD jako koalicjanta chadeków.

Inicjatywę części SPD poparła za to Sahra Wagenknecht. Szefowa BSW mając zapewne w pamięci swój własny ?Manifest dla Pokoju? z zadowoleniem przyjęła dokument, w sposób szczególny pochwaliła sprzeciw wobec rozmieszczenia nowych amerykańskich rakiet na terenie Niemiec a samym autorom ?Manifestu? zaproponowała współpracę.

odh/ao

 

Źródła:

 

https://www.bmi.bund.de/SharedDocs/downloads/DE/publikationen/themen/sicherheit/BMI25029-vsb2024.pdf?__blob=publicationFile&v=1

https://www.verfassungsschutz.bayern.de/mam/anlagen/baylfv_vollanalyse_doppelgaenger.pdf

https://dserver.bundestag.de/btd/20/106/2010655.pdf

htthttps://www.ipsos.com/de-de/jeder-zweite-deutsche-gegen-weitere-waffenlieferungen-die-ukraine

https://www.welt.de/politik/deutschland/article252917192/Umfrage-Stationierung-von-US-Raketen-in-Deutschland-schuert-Furcht-vor-Eskalation-mit-Russland.html

https://www.erhard-eppler-kreis.de/manifest/

https://www.derstandard.de/story/2000132989232/die-spd-quaelt-sich-zur-richtigen-haltung-gegenueber-putin

https://www.zeit.de/2013/23/europa-russland-kritik

https://ernst.weizsaecker.de/wp-content/uploads/diplomatie-wagen.pdf

https://www.sueddeutsche.de/politik/russlands-praesident-wladimir-putin-mann-fuers-boese-1.1909116

https://www.openpetition.de/petition/online/unterstutzung-des-manifests-der-spd-friedenskreise?

https://www.zdfheute.de/politik/deutschland/spd-manifest-gabriel-kritik-100.html

https://www.morgenpost.de/politik/article409234606/das-spd-manifest-richtet-sich-besonders-gegen-einen-genossen.html